niedziela, 25 kwietnia 2010

Krakowskie klimaty w Warszawie

Poranek spędziliśmy w ogródku. Michał bardzo stara się pomagać - grabi i zamiata, otrzepuje tuje z brązowych liści, bierze pustą konewkę i dokładnie, kilka razy, podlewa wszystkie kwiatki, a nawet pieli - powyrywał mlecze, które są zmorą babci Izy. Z rozpędu próbował też wyrwać hortensję, ale udało się go powstrzymać.




Po zakończeniu prac ogrodowych tata zabrał dziecko na basen. Na basenie jest fajnie. Początkowo Michał wpił się tacie w szyję, bo woda jest z bliska trochę straszna, ale potem sam dzielnie pływał w dmuchanych rękawkach. Na koniec poszli się ogrzać do jacuzzi i tu Hubert miał trochę stracha, ponieważ akurat zbliżała się Michałkowa pora robienia kupy, a oprócz nich w jacuzzi byli jeszcze inni ludzie. Wizja powoli mętniejącej wody, zabarwiającej się szybko i nieubłaganie na brązowo skłoniła go do szybkiego zakończenia masaży. Zwłaszcza, że w planach mieliśmy jeszcze Stare Miasto.




Kiedy zrobiło się nieznośnie zimno, weszliśmy na chybił trafił do pierwszej z brzegu restauracji i tu miła niespodzianka. Miejsce nazywa się Galeria Freta i na chwilę poczuliśmy się tam, jakbyśmy byli na wakacjach. Pasaż pomiędzy dwiema kamienicami przykryty szklanym dachem bardziej przypominał klimaty krakowskie niż warszawskie. Plus podświetlony na zielono pusty parkiet, na którym Michał i Leo mogli się wyszaleć.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...