niedziela, 18 kwietnia 2010

Wilanów

Michał udawał, że prowadzi samochód. Nie tylko zamaszyście kręcił kierownicą, ale także podkręcał ogrzewanie, włączał napęd na 4 koła, zmieniał biegi i zdawało się, że radził sobie lepiej niż babcia, która całą drogę do Wilanowa i z powrotem przejechała na światłach postojowych (ja ze względu na olbrzymi brzuch i niepewność co do dnia ani godziny rozwiązania nie prowadziłam). Próby oderwania dziecka od kierownicy zakończyły się histerią, Michał najwyraźniej miał nadzieję, że pozwolimy mu prowadzić po drodze, a ćwiczenie na parkingu jest tylko suchą zaprawą. Jeśli Michał prowadzi samochód tak jak chodzi (nagłe zwroty w miejscu o 180 stopni), mogłoby być ciekawie. Pomogło dopiero przekupienie krówką, skutkiem czego na całym dziecięcym foteliku pełno było ciągnącej się lepkiej substancji z wystającymi gdzieniegdzie fragmentami dziecka.


Na miejscu okazało się, że Michał był niezwykle zapobiegliwy i przed wyjściem z domu spakował do wózka mnóstwo potrzebnych na wycieczce rzeczy, a następnie, żeby zrobić nam niespodziankę, ukrył wszystko pod kocykiem. Tym sposobem w spacerze towarzyszyły nam moje kapcie, kostka rubika, zielone wiaderko i inne gadżety.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...