piątek, 2 kwietnia 2010

Łazienki

To już reguła, że kiedy tylko wyłączam silnik, na przedniej szybie pojawiają się pierwsze krople deszczu. Tym razem jednak nie byliśmy mięczakami i lekki kilkuminotowy deszczyk nie zdołał pokrzyżować naszych planów.


Michał zapalczywie ganiał wszelką zwierzynę, zwłaszcza ptactwo. O ile jeszcze kaczki dobrotliwie droczyły się z dzieckiem i z dużą wyrozumiałością udawały, że dają się złapać, o tyle już gołębie bez chwili zwłoki odlatywały z furkotem co budziło w Michale gorzki żal i głęboką frustrację.
Pierwsze próby łowieckie zakończyły się więc fiaskiem i tym razem wracaliśmy do domu bez naręczy przepiórek i worków pełnych kaczek.


Kolejną rzeczą, której nie dało się w żadnej mierze zaakceptować, ani nawet zrozumieć było to, że nie pozwalamy wykąpać się w stawie. Jak to?!


Na pocieszenie Michał przedrzeźniał ludzi uprawiających jogging. Na ich widok zaczynał wymownie dreptać w miejscu robiąc minę, która wyrażała przekonanie "jesteście śmieszni i żałośni" bardziej dobitnie niż jakiekolwiek słowa.


W ramach Prima Aprilisowych żartów Michał z nagła zmieniał kierunek biegania, o 90, a czasem nawet o 180 stopni, czym bardzo zmylał ganiającą za nim babcię. Mógłby śmiało brać udział w Monthy Pythonowskiej olimpiadzie, w biegu na sto metrów dla ludzi pozbawionych poczucia kierunku.






Tylko pawie dziecko jakimś cudem zostawiło w spokoju. Może doszło do wniosku, że jak coś nie ucieka, to nie warto do tego podchodzić. Albo, że jeśli coś jest takie kolorowe, to nie może być jadalne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...