środa, 24 marca 2010

Pierwsza podróż Michała

.


Bez paszportu i bez biletu. W samolocie Michał po raz pierwszy zaakcentował swoją obecność dając pierwszego w życiu kopa. Od tej pory kopał już regularnie, coraz mocniej. Kiedy jakiś czas później byłam u babci i trzymałam na kolanach kota, Michał dał takiego kopa, że przerażony kot uciekał gdzie pieprz rośnie, fukając z oburzenia.



W lizbońskim metrze kręci się więcej kieszonkowców niż podróżnych, dlatego na tablicach świetlnych nieustannie pojawiają się ostrzeżenia, żeby na nich uważać i chronić portfele. Śmiałam się, że te napisy przypominają kieszonkowcom, że są w pracy i zamiast się lenić mają brać się do roboty. I właśnie w momencie, kiedy zwijałam się ze śmiechu z własnego żartu, ktoś otworzył mi torbę i wyjął portfel.






Na pierwszy rzut oka widać, że Portugalczycy to naród czysty i dbający o higienę jak żaden inny. Suszące się pranie jest wszechobecne – czy to okno zrujnowanej kamienicy, czy taras zabytkowego pałacu, zawsze można wypatrzeć miło powiewające dżinsy czy koszulę.





Samolot powrotny startował o godzinie pierwszej, ale ani Hubert, ani ja nie przypuszczaliśmy, że może chodzić o godzinę pierwszą w nocy, a nie trzynastą. Dzięki temu musieliśmy kupić nowe bilety powrotne – co zrozumiałe, najdroższe z możliwych – ale także zyskaliśmy dodatkowy dzień na wizytę w Muzeum Gulbenkiana i podziwianie dzieł Roberta Huberta.





Dwa zdjęcia powyżej oraz cała seria nocna zostały zrobione przez Huberta. Nie Roberta Huberta.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...