niedziela, 17 stycznia 2010

Siostra

Wczoraj Hubert spotkał się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Wrócił do domu w porze, kiedy robotnicy wstają i jestem pewna, że tylko przez zwykłe niedopatrzenie nie udawał kukułki. Pokonanie odcinka od osiedlowej bramy do drzwi wejściowych i sforsowanie tychże drzwi zajęło mu prawie pół godziny. Próbowałam wysondować, czy taki czas to życiowy rekord, ale udzielono mi tylko mętnej odpowiedzi. Z odgłosów, które nastąpiły potem można śmiało wyciągnąć wnosek, że mój ukochany przypuścił szturm na kuchnię w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia, ale pech chciał, że ilekroć próbował zapalić światło nad blatem, uparcie włączał mu się wentylator. Najwyraźniej musiał poradzić sobie po omacku, co by w jakiś sposób tłumaczyło kawałki żółtego sera porozrzucane fantazyjnie po całym domu, nie wyłączając łazienki.

A rano, obudzony przez Michała, dzielnie stawiał czoła rzeczywistości – karmił, przewijał i prawie z entuzjazmem brał udział w rodzinnych rytuałach.



Na widok Marysi Michał piszczy z radości i natychmiast rzuca jej się na szyję. Uparcie szturmuje też każde drzwi, za którymi siostra w poszukiwaniu chwili wytchnienia próbuje się ukryć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...