niedziela, 24 stycznia 2010

Cytrynowa herbatka

Jeśli Michał odziedziczy geny po babci Joli to z pewnością będzie potrafił należycie docenić trud drugiego człowieka włożony w przygotowanie posiłku, nawet jeśli tym posiłkiem będzie tylko herbata, i zastanowi się dwa razy zanim zrobi komuś przykrość krytyką smaku potrawy.
Babcia Jola onegdaj została poczęstowana przez swoją uczennicę cytrynową herbatką. Jednak dość jej było przyłożyć usta do filiżanki aby z niemiłym zaskoczeniem skonstatować, że herbatka jest zdecydowanie zbyt cytrynowa. Ba, jest to najbardziej cytrynowa z herbatek, jakie zdarzyło jej się w życiu pić. A piła ich niemało. Herbatka paliła język, przełyk, żołądek i dalek. Powiedzieć, że kwas w filiżance był matką wszystkich kwasów to nic nie powiedzieć. Zdawać by się mogło, że sam diabeł zaczaił się w filiżance kłując trójzębem i ogonem smagając pijącego.
Babcia Jola zapytała więc nieśmiało, czy herbatka nie jest aby nieco zbyt kwaskowa, ale uczennica odparła, że nie, skądże znowu, jest zupełnie taka jak powinna być, więc babcia zaciskała zęby i tłumiła łzy, ale dzielnie piła dalej. W ten sposób zdołała dobrnąć do trzech czwartych filiżanki i kiedy spod herbatki zaczęło wyzierać dno naczynia i niejaki cień ulgi począł malować się na babcinej twarzy, uczennica, która właśnie skosztowała herbatki z własnej filiżanki wykrzyknęła blednąc:
- Wielkie Nieba, toż to kwas cytrynowy, który moja mama użyła do odkamienienia czajnika!
A babcię Jolantę do dziś pali w gardle i kamień trzeszczy między zębami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...