czwartek, 23 grudnia 2010

Świątecznie

 W naszym domu pojawiła się wreszcie choinka. Choinka, ponieważ posiada łysą szyję, trochę przypomina sępa. Została powitana okrzykami radości i niedowierzania: "Ojejejej! Co to jest?!". Żeby nie spłoszyć zjawiska, Michaś się do niej skradał, powolutku, na paluszkach. 


W najgłębszych zakamarkach czekają ukryte prezenty. Michaś co prawda nie potrafił jeszcze napisać listu do Świętego Mikołaja, ale półgodzinne wzdychanie do zdjęcia ciuchci mówiło samo za siebie.
W tle leci tegoroczne "Last Christmas" - przygody Złomka. A Jaś uznał, że czerwonej, świątecznej kolorystyki wciąż mu mało, chwycił więc wszędobylską łapką brzeg michasiowej miski z pomidorową i jej zawartość rozlał po całym pokoju. Dopiero wtedy zrobiło się naprawdę świątecznie.






Pomocnik Świętego Mikołaja parzy herbatę.







niedziela, 19 grudnia 2010

Świąteczne przygotowania. Nocne rozmowy.

Czas, nieodmierzany przez żaden adwentowy kalendarz, ale jednak upływa na świątecznych przygotowaniach. Kupowaniu prezentów. Szyciu lnianych serc, które zawisną na choince. Liczeniu nowych zębów Jasia (dwa) i nowych słów Michasia (mnóstwo).
Jaś niby jeszcze nie raczkuje, niby nawet nie pełza, ale pozostawiony na podłodze w jednym końcu pokoju w niespełna kilka sekund potrafi przemieścić się w jego drugi koniec. Umie też sam usiąść. A dziś nawet powiedział "mama". Nie umyślnie i z pewnością bez zrozumienia, ale wszyscy słyszeli.


Michaś dostał własny kubek. Kubek jest ceramiczny, więc sugeruję Michasiowi, żeby trzymał go za ucho. I wtedy za każdym razem Michaś przykłada go sobie do ucha.






ozdóbki handmade :)

Po takich intensywnych świątecznych przygotowaniach człowiek słania się z wyczerpania i potrafi zasnąć w każdych warunkach.

Nocne rozmowy.
Michaś: - Gdzie jest tata?
Ja: - Wyszedł już z pracy i jest w drodze do domu.
Michaś (po namyśle): - A gdzie jest dom?

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Mandarynkowe lampiony

Kiedy rok temu po raz pierwszy zobaczyłam mandarynkowe lampiony, natychmiast się zachwyciłam. Zrobienie ich sprawiło mi trochę problemów - po pierwsze, wiem że to absolutna żenada w blogosferze, ale nie posiadam ani jednej foremki do wycinania pierniczków, a ta, którą pożyczyłam okazała się za duża, więc wycinałam wzorki zwykłym nożem. Kiedy po wielu męczarniach, bo wciąż wychodziło krzywo, udało mi się wyciąć coś w miarę równego, zapaliłam świeczkę i zanim zdążyłam zrobić zdjęcie, skórka mandarynki już się przypaliła. Ale to i tak lepiej niż w zeszłym roku, kiedy na chwilę spuściłam lampiony z oczu. Gdy wróciłam z aparatem, miały powygryzane dziury, a obok siedział Michaś z niewinną miną. Dobrze, że przynajmniej wycinanie dyni na Halloween sobie odpuściłam.








Krakowskie Przedmieście w świątecznej odsłonie

Wczoraj Michaś dostał nowe zimowe buty, dwa numery większe niż w zeszłym roku. Był okropnie zadowolony, chodził w nich po domu przez cały wieczór, od czasu do czasu samodzielnie zdejmując i zakładając. Jednak można. Chociaż czasem lewy mylił się z prawym.
A dziś trzeba było nowe buty wypróbować. Na zaśnieżonym i świątecznie oświetlonym Krakowskim Przedmieściu. Jednak na taty nieszczęście Michaś chyba postanowił nowe buty oszczędzać, bo nie przeszedł w nich ani kroku, a całą trasę przejechał na barana ucinając sobie nawet w tych dogodnych warunkach małą drzemkę.

A po powrocie do domu Jaś wszystkich zaskoczył pierwszym zębem! Dolną lewą jedynką. I chyba razem z zębem wyrosło też kilka nowych szarych komórek, bo po wieczornej kąpieli, kiedy Jaś badał czubkiem języka nowy ząb, nagle coś zaskoczyło i rozgadał sylabami da-da-da. Pierwszy raz. I od razu basem. Zresztą Jaś nigdy nie uznawał dziecięcych pisków, od urodzenia wydawał tubalne porykiwania, toteż nic dziwnego, że teraz gaworzy jakby mutację miał już dawno za sobą.



Michaś był bardzo podekscytowany choinką na Placu Zamkowym, ale nie podobało mu się, że światełka nie palą się non-stop. Za każdym razem, kiedy gasły wykrzykiwał rozpaczliwie: "o nie!".






czwartek, 2 grudnia 2010

Jak kończą auta. Jasiowy kalendarz adwentowy.

Auta kończą źle. W buzi Jasia. Bo w jasiowym kalendarzu adwentowym pod dzisiejszą datą znajduje się karteczka z poleceniem "zjeść auta!".



środa, 1 grudnia 2010

Wcale nie świątecznie

Wbrew temu, co być może sugerują zdjęcia, atmosfera w naszym domu daleka jest od świątecznej. Frustracja Jasia z powodu niemożności samodzielnego poruszania się sięgnęła zenitu.
Ciekawość świata - maksymalna.
Czas, jaki Jaś jest w stanie usiedzieć bez płaczu, zajęty zabawką - kilka minut.
Nawet nie mam czasu napisać więcej, bo muszę wracać do noszenia, mówienia, pokazywania świata. A wieczorem padnę wykończona razem z nim.



poniedziałek, 29 listopada 2010

Spacer w śniegu

Kiedy rano, jeszcze w piżamie, z lekka poziewując Michaś podszedł do okna i zobaczył śnieg, nie bardzo wiedział czy ma się raczej cieszyć, czy martwić. Na wszelki wypadek jęknął kilka razy "o nie!" wskazując palcem na substancję, która pokryła ogródek. Ale kiedy zrozumiał, że rodzice wcale się nie przejmują tym białym kataklizmem, postanowił, że i on spróbuje się nie przejmować. Ba, więcej - może da się nawet wyciągnąć na spacer.
I faktycznie dał się wyciągnąć. 
Idąc bez celu, zatrzymując się na krótszą chwilę, żeby potarzać się w śniegu (Michaś) lub na dłuższą, żeby pokontemplować własne odbicie w szybie (też Michaś) doszliśmy aż na Pole Mokotowskie. A na Polu Mokotowskim, niemalże tuż pod nosem Michasia, chłopiec z tatą wystrzelili w powietrze rakietę. Na wskroś przerażającą rakietę. Zdaniem mojego syna, grozę sytuacji da się porównać jedynie z grozą, jaką wzbudza lew z czołówki Metro Goldwyn Mayer*.
Cały spacer odbył się bez wózka i bez niesienia na rękach. Bardzo się zdziwiłam, że mam już takie dorosłe dziecko, które może nie bardzo sobie jeszcze radzi z mówieniem, ale za to bieganie ma w małym palcu. Nawet Michaś wyglądał na zdumionego faktem, że dał się zaprowadzić tak daleko i zapomniał marudzić.

Wieczorem Michaś dostał od cioci Hani i babci Joli zaległy urodzinowy prezent. Bardzo się ucieszył, bo prezent okazał się wywrotką. A po otwarciu pudełka zrobił wielkie oczy, bo wywrotka była do składania. W pięciuset kawałkach.

______________
* Gdy lew z czołówki Metro Goldwyn Meyer ryczy, to przerażony Michaś też ryczy.







czwartek, 25 listopada 2010

Waka waka

Miało być dzisiaj zupełnie o czym innym, ale będzie o poszerzającym się zasobie słów. Trzeba przyznać, że Michaś dawkuje nam te nowe słowa jak lekarstwo - jedno, dwa na tydzień to wszystko na co możemy liczyć. W tym tygodniu króluje łaka łaka. Co wcale nie znaczy, że uzależniliśmy się od Shakiry. Łaka łaka, czyli jajko.
Michaś jest tak dumny z względnego trzeba przyznać, ale jednak opanowania nowego słowa, że prosi o łaka łaka na śniadanie, łaka łaka na obiad i łaka łaka na kolację.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...