wtorek, 29 grudnia 2009

Gniew i wyczesany Clooney

Z braku alternatywy oglądaliśmy wczoraj Gniew oceanu. Ponieważ w tym obrazie chodzi o to, że przez trzy godziny wszyscy się topią, Michał kombinował jakby tu wyrazić swój własny gniew wywołany faktem, że nie chcemy się z nim bawić, ani nawet nie chcemy dać pooglądać czegoś ciekawszego, bo przecież nawet Teletubisie to gejzer akcji w porównaniu z Gniewem oceanu.
W końcu postanowił, że jakieś 180 razy wejdzie na stół, co też bez zbędnej zwłoki uczynił. Tak to objawił się gniew Michała.


Nasze dziecko naśladuje dorosłych w czym tylko się da, bardzo szybko zorientowało się również do czego służy szczotka do włosów. Najpierw z przymróżonymi oczami i łobuzerską miną poddało się czesaniu, po czym samo chwyciło szczotkę i zrobiło rundę po pokoju czesząc wszystkich po kolei jak leci. Nawet topiącemu się w telewizorze Clooneyowi nie przepuściło.
W końcu doszło do wniosku, że takim małym narzędziem niewiele można zdziałać i żeby sobie pracę usprawnić, sięgnęło po zdecydowanie większą szczotkę - taką, której mama zazwyczaj – zapewne omyłkowo – używa do zamiatania podłogi. Nie mogło się nadziwić, dlaczego rodzice już mniej chętnie poddają się procedurze czesania. Niestety tego wieczora szczęście Michała zupełnie opuściło, bo nawet George Clooney zdążył już się utopić.



sobota, 26 grudnia 2009

Kot i myszka


Michał ostatnimi czasy z upodobaniem powtarza słowo „kota”. Prowokuje tym do zadawania śmiesznych pytań w rodzaju: -„Co byś chciał pod choinkę?” –„Kota.”
-„Co mama trzyma pod łóżkiem?” –„Kota.”
-„Co najbardziej lubisz z chińskiego jedzenia?” –„Kota”.
W opozycji do Michała stoi Hubert, który dla odmiany w chwilach wzburzenia zwraca się do wszystkich „myszko” i nie zważa przy tym ani na urodę, ani na wiek, ani na płeć. Ostatnio chętnie nazywa myszkami nawet kolegów z pracy, przy czym tylko raz udało mu się w porę ugryźć w język i po wyartykułowaniu „myszszsz…” szybko poprawił się na „wieszszsz…”



piątek, 25 grudnia 2009

Świątecznie

Wczoraj pierwszy raz prowadziłam z Michałem na pokładzie. Pojechaliśmy po choinkę. Wybraliśmy wspaniały wysoki i gęsty okaz i w wyśmienitych humorach spróbowaliśmy go upchnąć w bagażniku. Niestety okazało się, że z powodu kratki oddzielającej bagażnik, choinka w żaden sposób się tam nie zmieści w związku z czym Hubert został zmuszony wziąć gigantyczne drzewo pod pachę i nie zważając na drgającą powiekę przytaszczyć je pieszo do domu.

Choinka wzbudziła zachwyt. Początkowo Michał zachowywał wobec niej bezpieczny dystans, który jednak szybko się zmniejszał i już po kilku chwilach bombki, które jeszcze przed chwilą zdobiły dolne gałęzie znalazły się na podłodze.

















wtorek, 22 grudnia 2009

Mama Mia

W ubiegły poniedziałek w kawiarni Mama Mia na Ursynowie zdjęcia robiła Kama Kowalczyk, mama Mii.

W Mama Mii jest ogrodzony kącik dla dzieci z dużą ilością zabawek, więc zanim zdążą się pokłócić o którąś, można w spokoju zjeść kawałek sernika z białą czekoladą i musem malinowym i wypić nawet pół kawy.

Można też nabyć ciekawą zabawkę albo oryginalną biżuterię, szczególnie, że zbliża się Boże Narodzenie i prezentów czas. Skoro już jesteśmy przy prezentach, przypomniała mi się historia sprzed tygodnia, kiedy to wybraliśmy się z Hubertem do Opery na Borysa Godunowa. Podczas pierwszego aktu trochę drzemałam, nagle muzyka milknie, a ja słyszę gromki głos dobiegający z lewej strony: - „Małgo, w najbliższy weekend musisz kupić jakieś prezenty”.
Chyba na całej sali nie było takiej osoby, która by na nas nie spojrzała, nawet dyrygent się odwrócił. Czekałam, aż walnie się batutą w czoło i oznajmi przyjacielsko: - „Ja też”…
No więc, jeśli prezenty, to najlepiej w Mama mii.


























niedziela, 20 grudnia 2009

Śledzik u Oldżi

To już drugi śledzik w tym roku, na którym nie było śledzia. To jak celebrowanie święta Beaujolais Nouveau przy koniaku. Była za to beza, którą obowiązkowo jedliśmy łyżeczkami, ale i tak nie dałoby się inaczej, bo była to beza miękka, o konsystencji niestyropianowej. Były też pierniczki w dużych ilościach, Michał jadł je bez opamiętania, co widać na zdjęciach, więc jeśli jutro pojawi się wysypka, to nie znaczy, że drugi raz w tym miesiącu choruje na ospę i nie zamierzam malować na drzwiach białego krzyża na znak epidemii.











Były figle i bieg dookoła telewizora, bo Michał nie mógł zrozumieć, gdzie się podziała reszta tych ludzi, których twarze widać na ekranie.





A to prezent od cioci Rydel – pluszowa panda, idealna do noszenia na barana.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...