środa, 6 lipca 2016

Na wspak

W przedszkolu dzień na wspak. Dzieciaki założyły koszulki na lewą stronę, a Zosia przyszła w piżamie  Wchodziliśmy tyłem, nieużywanym tylnym wejściem, witając się zwyczajowym "do widzenia".
Dzieci prowadziły zajęcia, a panie przedszkolanki udawały dzieci. Jedna z pań, wczuwając się w rolę przedszkolaka, udała nawet, że płacze. I chyba zrobiła to przekonująco, bo wszystkie dzieci też się popłakały.

(Zdjęcia zostały zrobione przy innej okazji.)


























piątek, 1 lipca 2016

Żelazna logika

Wychodzimy z wystawy roślin owadożernych w warszawskim Zoo. Jaś, w zamyśleniu:
- Jak nie kupimy rosiczki, to będziemy w zimie strasznie marznąć.
- Ale dlaczego? - pytam zaintrygowana.
- Bo jak rosiczka nie zje moli, to te mole zrobią nam dziury we wszystkich swetrach i nie będziemy mieli w czym chodzić...











wtorek, 24 maja 2016

Holly

Przez dwa dni i jedną noc mieliśmy psa. Czteromiesięcznego kundelka znalezionego w okolicy, którego pokochaliśmy wszyscy od pierwszego wejrzenia. Piesek spał ze mną w łóżku, H. ze zrozumiałych względów musiał przenieść się na rozkładany fotel i trzy razy w nocy wstawał z tego fotela, żeby pieska wyprowadzić na spacer. Tylko raz nie zdążył.
Od dawna, a może nawet nigdy, nikt tak się nie cieszył na mój widok. Piesek chodził za mną wszędzie, nawet do łazienki. Czułam się trochę, jakbym miała trzecie dziecko, zdążyłam już zapomnieć, jakie to uczucie. Uniesienie.
Nie spodziewaliśmy się, że pojawienie się psa, a ściśle rzecz biorąc suczki, będzie miało tak wielki i korzystny wpływ na dzieci. Bez rutynowych, ponawianych ad nauseam apeli, próśb, pogróżek, prób korupcji i szantażu, wymachiwania batem itp. instrumentów nacisku chłopcy samorzutnie i błyskawicznie posprzątali swój pokój. Mało tego, również bez poniewierania nerwów i strun głosowych rodziców zerwali się raniutko, umyli i z grubsza starannie ubrali. Szok! Obawialiśmy się tylko, że efekt nowości minie i żeby podtrzymać u dzieci ten stan grzeczności, co tydzień będziemy musieli powiększać sforę o kolejny okaz.
Zrobiliśmy konkurs na imię. Wahaliśmy się między Jadzią (ale wtedy babcia mogłaby się obrazić), a Krysią (wtedy obraziłaby się ciocia). I kiedy już prawie zdecydowaliśmy się na "Lolę", znalazła się właścicielka suczki. 
Trochę nam smętnie, ale pozostały miłe wspomnienia, liczne ślady ukąszeń i trzy prezenty w ogródku. 
Okazało się, że suczka ma na imię Holly. 
She went lightly.








sobota, 13 lutego 2016

Pięć rzeczy, których można nie robić w Amsterdamie

1. Naprawdę nie trzeba jeździć na rowerze. Zamiast przemierzać miasto w ekspresowym tempie i gimnastykując się na siodełku robić rozmazane zdjęcia, można spokojnie się powłóczyć, zatrzymywać na każdym rogu i przy co drugiej wystawie.
Rower przywiązany do latarni niech zarasta pajęczyną.










2. Można nie chodzić po sklepach. W żadnym wypadku nie należy natomiast omijać pchlich targów, szczególnie jeżeli nie przepadacie za plastikowymi swetrami z akrylu, których pełno w sieciówkach. Na każdym, nawet najmniejszym amsterdamskim bazarku znajdzie się stoisko z ciepłymi, ręcznie dzierganymi swetrami z owczej wełny. Ceny przystępne (za sweterki dla dzieci zapłaciłam 5 Euro), jedynym limitem jest pojemność szafy (i walizki).
Po upominki dla przyjaciół proponuję wybrać się na pływający targ kwiatowy na nabrzeżu kanału Singel. Cebulki kwiatów to prezent, który rzadko bywa nietrafiony.







3. Można nie iść do coffee shopu. Lepiej wysłać męża, a potem przez całą noc zaśmiewać się z jego żartów. Dobra zabawa gwarantowana, bez skutków ubocznych.

















4. Można nie jeść śniadań w polecanych w przewodnikach śniadaniowniach. 
Pierwszego dnia odwiedziliśmy właśnie taką rekomendowaną. Najpierw musieliśmy trochę poczekać pod drzwiami, bo swe podwoje otwierała dopiero o 10.00. W środku dużo ludzi, a odległość między stoikami właściwie żadna, podczas posiłku trącaliśmy się łokciami. Poza tym trudno było na coś się zdecydować, bo same tylko jajka przyrządzano na dwieście sposobów! 
Następnego dnia (i każdego kolejnego) chodziliśmy na śniadania do niewielkiej Caffe il Momento przy Singel 180 - otwarta od ósmej, w środku przestronnie i pustawo, pyszna kawa, a do jedzenia wyłącznie croissanty i bajeczny chleb bananowy.









5. Można odpuścić sobie wizytę w Rijksmuseum, ale właściwie dlaczego? Okazja, żeby obejrzeć Uliczkę Vermeera może się już nie powtórzyć :)







środa, 3 lutego 2016

Domki z piernika

Domki jak z piernika zbudowane na palach, trochę krzywe, trochę pochylone. Wsparte o siebie niczym stare małżeństwo.
Wiatr przynoszący zapach marihuany.
Parkingi na dziesiątki tysięcy rowerów. Stojaki z kilkoma rowerami. Pojedyncze rowery przywiązane do latarni.
Gardłowe "R" dobiegające z kawiarni. 
Ciastka karmelowe z Nutellą. Ciastka karmelowe bez Nutelli.
Panie w oknach Dzielnicy Czerwonych Latarni. Wieczorem uśmiechające się przyjaźnie (także do kobiet), w dzień robiące na drutach.
Barki mieszkalne przycumowane na kanałach. Często o wiele wyższe niż mostki, pod którymi musiały przepłynąć.
Kwiaty doniczkowe w oknach, na chodnikach i na barkach.
Dźwigi na szczytach elewacji służące do wciągania mebli i innych ciężarów przez okno.
Żółta łódka na tle ciepłych plam zachodzącego słońca.
Kot, który przycupnął na parapecie i bez zainteresowania przygląda się przechodniom.
Mostki, o zmierzchu podświetlane sznurami żarówek.
Doskonały oryginał Nowego Jorku.




























piątek, 15 stycznia 2016

Jak skończyła choinka

Ubieranie choinki i dekorowanie domu na Święta to niewątpliwie spora radość, ale pozbycie się tych wszystkich ozdób - jeszcze większa.
Kiedy w sobotę wróciłam do domu z bułkami na śniadanie, moim oczom ukazał się następujacy widok: na środku pokoju stoi do połowy ścięta choinka, odrąbane gałęzie szczelnie niczym dywan pokrywają całą podłogę, H. z samurajską szablą w dłoni, przybrawszy pozycję bojową, gotuje się do skoku na umęczone drzewko, Jaś atakuje pień mieczem świetlnym, a Michał dodatkowo okłada go plastikowym nunczako.
Podsumowując, choinka dostała niezły wycisk.
Za to dom stał się przestronniejszy, porządek jakiś większy i nawet przychodzą do głowy takie myśli, żeby jeszcze szafę przewietrzyć, to i owo powyrzucać... Ale nie rozpędzajmy się. Na początek postanowiłam ostatecznie rozprawić się ze zdjęciami świątecznymi.
W Nowy Rok wkraczamy nie tylko bez choinki, ale także bez dwóch górnych jedynek (Jaś). Tak się kończą skoki po łóżku i celowanie w brata, który ma niezły refleks i w ostatniej chwili potrafi się usunąć! Na szczęście jedynki były mleczne, ale i tak bolało bardzo. Nie wiem, kto był bardziej przerażony, czy Jaś, który stracił dwa zęby, czy Michał, przekonany, że Jaś został prawdziwym zombie.











































Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...