piątek, 1 grudnia 2017

Krystaliczne sadybiańskie powietrze

Śnieg zasypał uliczki Sadyby, mieszkańcy zdecydowali, żeby nie solić, a ja nie zdążyłam zmienić opon (ale tak jak w zeszłym roku, mam jeszcze czas do lutego), więc teraz zostają nam wyłącznie spacery. 
Z aparatem.
W drodze do szkoły Cicha noc sama cisnęła się na usta. Choć był wczesny poranek i do Świąt daleko.
W jednym z kadrów złapałam sadybiański smog.
I pomyśleć, że jeszcze do niedawna byłam przekonana, że w górskich miejscowościach to krystalicznie czyste powietrze zimą tak świeżo pachnie dymem. Ba, to był jeden z ulubionych zapachów mojego dzieciństwa, kojarzony z feriami w Wiśle. Albo w Sromowcach.











środa, 15 listopada 2017

Przyszłość bloga

- Mamo, a czy kiedy my z Jasiem będziemy dorośli i się wyprowadzimy, to nadal będziesz prowadziła bloga? - pyta Michał.
- Raczej nie.
- Ale może tak?
- Na pewno nie, bo już nie będę miała o kim pisać.
- Możesz pisać o naszych dzieciach. Czyli o twoich wnukach, wiesz?
- No niby tak, ale wasze dzieci będą przecież mieszkać z wami, więc ja już nie będę tak dobrze poinformowana.
- To my ci je oddamy!




środa, 8 listopada 2017

Lęk wysokości

Michał żali się po powrocie z wakacji:
- Wiecie, ostatnio tak urosłem, że teraz, kiedy patrzę w dół, to mam lęk wysokości ze swojego wzrostu!


















czwartek, 2 listopada 2017

Pojedynek na nagrobki

Wieczorem trzydziestego pierwszego października na Sadybie działy się rzeczy straszne: smok-dynia fruwał w fioletowych rajstopkach, Dracula wyzywał na pojedynek na nagrobki, kobieta z brodą robiła szpagaty, Baba Jaga mostki i - uwaga, to będzie najstraszniejsze - ja, zachęcona akrobatycznym klimatem, włożyłam sobie nogę pod pachę i do tej pory nie mogę się ruszać.
Po wyczerpującej rozgrzewce ruszyliśmy na doroczny spacer po dzielnicy. Tata zrobił dla Jasia skrzydełka z tektury i tak sumiennie okleił chłopca szarą taśmą, że Jaś mógł zaczerpnąć powietrza dopiero po spacerze.
Od wtajemniczonych sąsiadów dowiedzieliśmy się, że najlepsze krówki są z Olecka. Podobno to oczywiste ;)




























poniedziałek, 30 października 2017

Tropem bobra

Klasa Michała wybrała się na spacer brzegiem Jeziorka Czerniakowskiego tropić bobry. Przewodniczka z Fundacji Ja, Wisła poprowadziła nas błotnistą ścieżką miedzy trzcinami, którą na co dzień z pewnością chadzają tylko dzikie zwierzęta, bo żaden rozsądny człowiek by się nie odważył. Dzieciaki zmierzyły obwód najszerszego drzewa nad jeziorkiem (7,5 m, wierzba). 
Bobrów co prawda nie widzieliśmy, ale za to wytropiliśmy dzika. Spotkaliśmy też ropuchę i dowiedzieliśmy się, że zaatakowana przez drapieżnika ropucha wydziela halucynogenną substancję, która sprawia, że po jej zjedzeniu drapieżnik czuje się malutki, a ropucha zaczyna mu się wydawać ogromna. Czasem żałuję, że nie wydzielam takiej toksyny. 
Tropienie pochłonęło nas do tego stopnia, że dwie godziny minęły niepostrzeżenie, a co więcej, nie zauważyliśmy, że przez niemal cały ten czas padał deszcz. 

Jeśli chodzi o bobry, to dwa tygodnie temu widzieliśmy jednego przy Bulwarach Wiślanych. My szliśmy brzegiem, a on sobie płynął przez dłuższy czas równo z nami. Pod prąd ;)





























Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...