poniedziałek, 5 grudnia 2016

Nowe łóżko

W pokoju chłopców pojawiło się nowe łóżko. Mogłoby się zdawać, że mebel na wskroś banalny, zwłaszcza z punktu widzenia panów w wieku 6 i 8 lat. Jednak to zapewne za sprawą roztaczanej przez nie aury nowości, każdy z chłopców nagle uznał, że jest sprawą absolutnie najwyższej wagi, aby łóżko to przypadło właśnie jemu. Dyskusja trwała od kilku ładnych dni. Wczoraj, po zmontowaniu i przetestowaniu mebla, emocje sięgnęły zenitu. Z obu stron podejmowane były próby zniechęcenia rywala metodą "pod łóżkiem jest potwór". Do tego stopnia, że w pewnym momencie obaj chłopcy zorientowali się, że równocześnie czają się pod łóżkiem wydając złowrogie odgłosy. W tej rundzie padł remis, czy może raczej obaj przegrali, bo w efekcie śpią teraz przy zapalonym świetle.
W którymś momencie młodszy z pretendentów dostrzegł, że rokowania na rozstrzygnięcie sprawy na swoją korzyść drogą konfrontacji są marne. Zmienił przeto podejście na kompromisowe. Głos jego nutą słodyczy się zabarwił, zaś z ocząt błękitnych wyzierała jeno szczerość, dobro i głębokie przeświadczenie, że oto właśnie podsuwa nam na tacy 100% win-win solution. Że wilka syci i owcę ocala, że sobie świeczkę i bratu też, nie tam żaden ogarek. "Jednego dnia ja będę spał, drugiego my obaj" - oznajmił z niezachwianą wiarą, że każdy, kto ma choćby krztę dobrej woli i rozumu, może jedynie przyklasnąć tej propozycji. Mama zaprotestowała od razu: "Nic z tego, obaj się nie zmieścicie". Na co Jaś, osobliwie nieskonsternowany, tonem takiej filozoficznej refleksji odparł: "No cósss...to tylko ja będę...".



autor: Hubert

wtorek, 29 listopada 2016

Schody do Kościoła Św. Jerzego

Bagolino to także, a może nawet przede wszystkim mnóstwo wąskich i krętych schodów, z których najdłuższe prowadzą do kościoła Św. Jerzego. Przed wejściem do środka warto na chwilę spojrzeć za siebie - z siedmiołukowego portyku rozciąga się widok na całą dolinę i brązowe dachy Bagolino. Ponad dachami unoszą się mgły. Popołudniami na górę Manivę padają ukośne promienie słońca.
A w barokowym wnętrzu kościoła między innymi obrazy Tycjana i Tintoretto. Tak zwyczajnie, po cichutku sobie wiszą. Pilnie strzeżone przez rzekę Caffaro i otaczające pasma górskie.








piątek, 25 listopada 2016

Bagolino

Rodzinne miasteczko naszych włoskich przyjaciół, położone godzinę, składającej się głównie z serpentyn, drogi od Brescii. "I dobrze, że nie mniej niż godzinę" - twierdzą miejscowi - "bo inaczej mielibyśmy tu mnóstwo weekendowych turystów".  
Położone w malowniczej dolinie u stóp góry Manivy Bagolino zachowało swój średniowieczny charakter. Przyklejone do siebie kamienne domy, bezlik placyków z fontannami z wodą pitną, łukowe sklepienia, wąskie uliczki, z których większość prowadzi do Baru Degli Amici przy głównym rynku, ale - jak się szybko okazało - żadna nie prowadzi z powrotem.
W Bagolino wszyscy się znają, przejście z naszymi przyjaciółmi z domu na rynek zajmowało zwykle pół dnia. Wiadomo, z każdym trzeba przystanąć, porozmawiać, może nawet wstąpić do baru na macchiato albo pirlo (białe wino z Aperolem i wodą mineralną).
Nic dziwnego, że plotki rozchodzą się tu szybko. Już drugiego dnia, kiedy rano wstąpiłam do piekarni po bułki w kształcie skorupy żółwia, zostałam zasypana lawiną szczegółowych pytań na swój temat. Szczegółowych, bo to, jak się nazywam, gdzie mieszkam, do kogo przyjechałam i jakie są moje plany na najbliższe dwa tygodnie, to już wszyscy wiedzieli.






















wtorek, 22 listopada 2016

Urodziny i spisek Furby'ego z dinozaurem

Urodziny Michała. I przyjęcie w rozszerzonym gronie, bo do naszych przyjaciół dołączyli koledzy z klasy i ich rodzice. Tego wieczoru żałowałam, że jestem tylko jedna, bo Michałowi przydałyby się trzy mamy - po jednej na każdym końcu stołu i jeszcze jedna do robienia zdjęć. I opatrywania ran, bo w ramach przyjęcia pod hasłem Minecraft, korzystając z tych kilku sekund wolności, kiedy animatorka zajęta była zapalaniem ośmiu świeczek na torcie, chłopcy urządzili mały przyjacielski sparing w kącie sali. Skończyło się na rozciętej wardze, ale Michał nie żywił urazy. Gdy gra się na survivalu, należy się liczyć z takimi wypadkami.

Było odliczanie dni do urodzin, a wieczorem przed pójściem spać ogromny smutek, że kolejne dopiero za rok. 
- Mamo, poleżysz ze mną, boję się.
- Czego się boisz?
- Mam wrażenie, że kiedy jest zgaszone światło, to Furby z robotowym dinozaurem spiskują przeciwko mnie.


piątek, 18 listopada 2016

Zwrot przez sztag

Dzieciaki rozpoczęły naukę pływania na windsurfingu. Chyba złapały zajawkę, bo nie zrezygnowały z lekcji nawet w największą ulewę. Kiedy pływały rano, po południu znów chciały wychodzić na wodę. Wszystkie radziły sobie nieźle, ale tylko Michał potrafił wykonać zwrot przez sztag w taki sposób, żeby błyskawicznie przeskoczyć na deskę płynącego obok instruktora, w desperacji uchwycić się oburącz jego gumki od szortów i całość gładko zsunąć w dół.






















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...